niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 4: ,,Życie jest raz cieniem,raz słonecznym światłem"-Kal Ho Naa Ho Theme Song





  Nowy Jork przywitały delikatne promienie słoneczne,które ogrzewały twarze ludzi spieszących się do pracy,na uczelnie lub odprowadzających swoje pociechy do szkół i przedszkoli. Śnieżne zaspy migotały pod wpływem słońca. Był już grudzień. Czas świąt Bożego Narodzenia obchodzonych przez chrześcijan i nie tylko. Riaan i Meera ubrani na cebulke z zachwytem przyglądali się śnieżnym zaspom i bawiącym się dzieciom. Wszyscy traktowali śnieg jak rzecz normalną,ale nie Meera i Riaan. Oni chłoneli ten widok bieli,by jak najwięcej zapamiętać. Zachwycały ich najprostsze rzeczy,które Amerykanie uważali za codzienność w czasie trwania okresu zimowego.
       -Mamusiu?-Zapytał maluch.
       -Tak synku?
       -Czemu u nas nie ma śniegu? I czemu ludzie tutaj świętują narodziny jakiegoś tam...
       -Po pierwsze-zaczeła Meera.-Mamy inny klimat i położenie geograficzne. Po drugie Riaan,to ludzie nie świętują jakichś tam narodzin. Świętują narodziny Jezusa Chrystusa,syna Boga...
         -Ale przecież nasz Bóg nie ma za syna Jezusa.-Oburzył się malec i tupnął nogą.
        -Mylisz się. Religii jest wiele na świecie,prawda?
         -No tak.
        -Za to Bóg jest jeden dla wszystkich religii świata. Nie każdy w to wierzy,ale ty zapamiętaj,że jest jeden Bóg Ojciec,ale przybiera on różne postaci. Zsyła na Ziemię ludzi i różne bóstwa,by głosiły to co On mówi. Tyle,że w różnych językach. A każdy z tych języków nadał temu słowu i ludzią i boższkom nazwę,która według nich pasuje do ich kraju pochodzenia i kultury.
       -O!-Riaan klasnął w dłonie. Zachwycony odpowiedzią Meery zaczął skakać.-Mamusiu,a będziemy obchodzić Boże Narodzenie?
         -Sama nie wiem...
        -Proszę!
       -Zastanowię się,a teraz marsz do środka.-Meera zaśmiała się otwierając drzwi od budynku przedszkolnego.-Poproszę Nik'a i Cathrinę,aby opowiedzieli mi o tym święcie i wtedy się zobaczy. A ty się lepiej rozbieraj,bo się spieszę na uniwersytet.
        -I będziesz się tam uczyć jak ja tutaj?
       -Tak,ale teraz rozbieraj się.
        -No dobrze...
             Po niespełna dziesięciu minutach Meera mogła spokojnie zawrócić do domu po potrzebne jej rzeczy. Zeszyt A4 i czarny długopis schowała do dosyć obszernej torby. Meera wyszła już poza bramkę domu,gdy nagle wpadł na nią listonosz.
      -O jej. Przepraszam panią.-Spojrzał się na kopertę z jej nazwiskiem.-Pani Mukherjee?
         -Tak,a o co chodzi?-Spojrzała się na list w ręku mężczyzny.
        -Mam dla pani list.-Mężczyzna podał Meerze białą jak śnieg kopertę.-Proszę tylko podpisać,że pani odebrała.-Podał jej szarawą kartkę zadrukowaną miejscami na podpisy adresatów.
       Meera wyciągnęła długopis i podpisała się szybkim zamaszystym ruchem. Uśmiechnęła się do listonosza i schowała długopis.
       -Dziękuję i do widzenia.-Listonosz odwrócił się i pobiegł w przeciwną stronę.
         Hinduska ruszyła przed siebie powoli otwierając kopertę. Gdy już ją otworzyła zawartość papierowego prostokąta ją zadziwiła. Był tam plik dolarów. Była ciekawa od kogo dostała taką sumę. Szybko dojrzała małą,zapisaną karteczkę z imieniem nadawców. Caroline i Robert Henderson. Wyprostowała list uprzednio chowając do berzowej torby pieniądze. Zaczęła czytać zawartość kartki:
      ,,Droga Meero,z okazji świąt Bożego Narodzenia nasza cała trójka: Caroline,Robert i Nik postanowiliśmy podarować Tobie 2000 tysiące dolarów za ten miesiąc i od tej pory nie będziesz zarabiała 1500 tylko 2000 dolarów. Na ten pomysł wpadł nasz syn,który przypadkowo wspomniał nam,że zajmujesz się swoim młodszym bratem. Może to dla Ciebie zbyt dużo,ale dla nas nie. Przedszkole,studia,jedzenie,dom....to wszystko kosztuje. Na koniec chcielibyśmy zaprosić Ciebie i Riaan'a na Wigilię Bożego Narodzenia. Wiemy,że nie obchodzicie tych świąt w związku z waszym wyznaniem,ale miło by było,gdybyście przyszli. Spędzimy razem rodzinny wieczór i zjemy świąteczną kolację. Tak,dobrze przeczytałaś: jesteś dla nas jak rodzina. Caroline i Robert."
       Meera uśmiechnęła się i schowała list do torby.
                                 ***
      Uniwersytet. Dzień jak codzień. Dni spędzone na wykładach przelatywały jak przez palce. Studenci spędzali długie godziny na wykładach,uczyli się do egzaminów w domach ,pracowali jednocześnie wypełniając domowe obowiązki. Życie studenta nie jest łatwe,ale też nie jest złe. Trzeba tylko znaleźć czas na naukę,przyjemności,pracę i dom. Dni,które spędzali na wykładach,na najlepszym uniwersytecie w Nowym Jorku,sprawiły,że nie zauważyli jak z września stał się grudzień,a z początku jesieni zima. To było piękne,bo gdy któregoś ranka się obudzili ujrzeli za oknem piękną i kującą w oczy biel śniegu. Każdy następny ranek był witany z uśmiechem na ich twarzach. Ludzie w całej Ameryce kochają grudzień,bo to niezwykły miesiąc,w którym mogą świętować narodziny Jezusa. Nawet ci co nie wyznają chrześcijaństwa cieszą się z tego czasu,który Amerykanie nazywają oczekiwaniem na narodziny Pana Jezusa w Betlejem.
     Gdy wykładowca,profesor Vijay Manesha,zakończył wykład na temat kultury subkontynentu indyjskiego sala opustoszała w mignieniu oka. Tylko Nik i Meera zostali,by pomóc profesorowi uporządkować notatki na kolejne zajęcia.
       -Miło zobaczyć znajomą twarz po prawie 30 latach pobytu w Ameryce.-Profesor Vijay spojrzał na Meerę poprawiając okulary na nosie.
         -Słucham?-Zapytała Meera wyrwana z rytmu pracy.-To do mnie było?
          -Tak. Mówiłem,że miło zobaczyć znajomą twarz po prawie 30 latach pobytu w Stanach.
           -Nie za bardzo rozumiem. Z całym szacunkiem,ale nie zna mnie profesor,więc o co chodzi?
       -Chodzi mi o to,że przez tyle lat pobytu w Ameryce nigdy nie widziałem tak mocno zżytej osoby jak ty ze swoim krajem . To miłe zobaczyć jak twój rodak tyle lat młodszy od ciebie tęskni za ojczyzną.
        -Przecież w Nowym Jorku,jak wszędzie,mieszka dużo Hindusów tęskniących za swoim krajem.
          -Racja,ale to zazwyczaj są starsi ludzie lub w moim wieku. Indyjską młodzież,która jest tak silnie związana ze swoim krajem pochodzenia,żadko można tu spotkać. Większa większość z nich urodziła się tutaj... Nigdy nie poznali w pełni potencjału swojej ojczyzny. Nie chcę nikogo obrażać.
        -Rozumiem-Meera kiwnęła głową.
        -No cóż to wszystko. Jestem stary i czasami gadam od rzeczy. Dziękuję wam za pomoc.-Profesor odebrał od szatyna ostatni plik papierów.-Możecie już iść.
         -Jak będzie potrzebna pomoc jestem zawsze gotów.-Powiedział Nik uśmiechnięty od ucha do ucha. Razem z Meerą opuścili pomieszczenie.
                               ***
      Meera i Nik przebywali na korytarzu bogato zdobionym w historyczne obrazy z pozłacanymi ramami. Usiedli na jednej z trzech mini ławeczek do siedzenia. Oboje wyciągneli coś do jedzenia; Nik-kanapkę wypchaną po brzegi różnymi warzywami,szynką,serem i majonezem,a Meera-łagodne curry z kurczakiem.
       -Dziękuję za zaproszenie na Wigilię Bożego Narodzenia.-Meera spojrzała chwilowo na przyjaciela.
              -Nie musisz dziękować. Wpadłem na ten pomysł z rodzicami. Prawie codziennie jesteś u nas w domu...-Nik chciał dodać,że nie ma dla jego rodziny znaczenia jakiego ona jest wyznania,ale Hinduska go ubiegła.
          -Myślisz,że mogę świętować razem z wami?-Oczy dziewczyny pociemniały. Było w nich widać zmieszanie,niepewność.
            -Oczywiście,że tak!-Ugryzł sporych rozmiarów kanapkę.-Po za tym za raz tam świętować. Będziesz świadkiem obchodzenia Wigili. To tak jakbym to ja uczestniczył w waszych obrzędach. Byłbym świadkiem. Prawda?
            -Niby tak,ale nie jestem pewna.
           -Czego? Że zjedzie się cała moja rodzina i cię nie polubią,albo wyśmieją? Wolne żarty. Jesteśmy sami w tym roku,a ciebie traktujemy jak rodzinę. Mama chce poznać też Riaan'a. Nigdy nie było okazji byś z nim przyszła. Więc?
            -Dobrze. Dobrze. Zrobię to tylko dla ciebie i dla mojego sy...brata,który bardzo chce obchodzić Boże Narodzenie.
                              ***
      Dom państwa Willows. Cathrina związała jasne włosy w luźny warkocz. Nie czuła się najlepiej. Była cała blada,jedynie miała policzki zaróźowione od gorączki. Cathrina opadła na fioletową i puszystą pościel. Czuła się beznadziejnie. Niedość,że dręczyły ją nagłe bóle głowy,wysoka temperatura ciała ,to doszło do tego poczucie osamotnienia spowodowanego nagłym brakiem czasu Nik'a dla swojej wieloletniej przyjaciółki.
         Cathrina wiedziała czemu Nik nie spotyka się z nią tak często jak dawniej. I nie była wcale to wina całogodzinnych wykładów i masy nauki. 'Meera',pomyślała Cathrina przewracając się na brzuch i kładąc twarz na poduszkę. Po lekko zaczerwienionych policzkach dziewczyny spłynęły gorzkie łzy,które zostawiały po sobie ciągły ślad. Nie rozumiała czemu przyjaciel odsunął ją na bok z powodu jakiejść dziewczyny,którą zna kilka miesięcy. Czuła się z tym źle. Bardzo źle. Serce ściskało się w jej piersi na same wspomnienia związane z nią i Nikiem. Przez chorobę nie wiedziała co się z nią dzieje.
       Czy to efekt choroby,czy naprawdę Cathrina coś czuje do Nik'a? Nie była w stanie odpowiedzieć na te pytania. Chciała przeczekać aż choroba minie,ale nie wytrzymała. Chwyciła smartfon w rękę i wybrała numer Nik'a. Czekała jak sygnał ustanie i w słuchawce odezwie się męski głos. Nic. Cisza. Przez dłuższą chwilę nikt się nie odezwał. Dopiero po około minucie Cathrina usłyszała głos przyjaciela:
       -Tak słucham?
       -Cześć Nik. Masz może dzisiaj czas?
      -Tak mam. Coś się stało?
      -Mógłbyś do mnie przyjść? Przyniósłbyś mi notatki z wykładów,a po za tym muszę ci coś powiedzieć,ale to nie jest rozmowa na telefon.
      -Mhm... Okej. Przyjdę do ciebie za raz po tym wykładzie. Muszę kończyć. Właśnie się zaczyna.
      -Jasne. Czekam. Pa. Buźka.-Nacisnęła czerwoną słuchawkę.
        Cath była bardzo niespokojna, od pół godziny kiedy zadzwoniła do Nika chodzi jak na szpilkach i kręci się po całym domu. Chciała coś zrobić by choć trochę zająć czymś swoje myśli. Odliczała co do sekundy, gdy tak stała przy małym stoliku, wpatrzona w zegarek, mała wskazówka nue drgnęła nawet. W końcu zrezygnowana opadła na kanapę i włączyła telewizje. Przeskakując przez wszystkie programy nawet nie patrząc co na nich leci, szybko zapomniała, że ma przyjść jej przyjaciel. Usłyszała dzwonek telefonu, głośną melodię jej ulubionej piosenki. Wbiegła na górę po schodach o mało co nie zabijając się na nich, dotarła do swojego pokoju zdyszana, podniosła telefon do ucha.
    -Słucham?- odezwała się lekko urywając, gdzyż cały czas próbowała wyrównać oddech.
    -Umm to ja Nik, Cath bardzo Cię przepraszam ale nie dam rady przyjść dzisiaj. Meera zaczyna swój projekt edukacyjny i muszę jej pomóc. Przepraszam- gdy usłyszała te słowa chciała się rozpłakać ale pozostała twarda. ,,Nie będę przy nim płakać" powiedziała sobie w myśli. Meera jak zwykle, przecież od ostatniego czasu wszystko obraca się wokół jej drobnej postaci.
-Jasne, rozumiem. - powiedziała to co jej pierwsze przyszło na myśl, 'byłam głupia myśląc, że on do mnie przyleci jak na skrzydłach by się ze mną spotkać'. Kiedyś by tak było ale nie teraz gdy przeszkodą staje się Hinduska.
      -Cath na pewno?
    -Tak.-jeden krótki wyraz a może zrobić tak wiele, była wkurzona i to bardzo, pragnęła zemsty. Chciała by w końcu ktoś zauważył, że Meera stanęła pomiędzą nią a Nik'iem.
     -Ok, przepraszam jeszcze raz. Do zobaczenia- odpowiedział i się rozłączył nawet nie czekając na jej odpowiedź. Zmienił się z przyjaciela na zawsze w kumpla na pewnien okres.
     To chyba najbardziej bolało Cath, właśnie ta przemiana, nie widziała już w nim tak ogromnej podpory jaką był wcześniej, przecież się w nim zakochała ale teraz jej uczucia są bez znaczenia. Zostały zgniecione, wyrzucone i zdeptane jak zwykła biała kartka papieru.
                             ***
        W tym samym czasie podczas,gdy Cathrina zawiodła się na koledze,bo już nie przyjacielu,za którego go uważała przez większość swojego życia,Meera i Nik siedzieli w bibliotece i pracowali nad projektem edukacyjnym Hinduski. Z początku praca nad zbieraniem materiałów szła im całkiem dobrze. Szybko znaleźli to co było im potrzebne jednak składanie tego w całość,ubieranie pojedynczych haseł w zdania nie było już takie łatwe i szybkie,co ich poszukiwanie.
        W każdej kolejnej minucie Meera była co raz bardziej zmęczona,a Nik'owi nie dawała spokoju jego ostatnia rozmowa z Cath. Hinduska to zauważyła,zamknęła wszystkie zeszyty i książki. Spojrzała Nik'owi prosto w oczy. Uśmiechnęła się delikatnie ukazując rząd białych zębów i dołeczki. Jej ciemnobrązowe oczy zaiskrzyły.
       -Myślę,że powinniśmy odpocząć. Siedzimy tu już od kilku godzin.-Zaczęła powoli chowając rzeczy do dużej czarnej torby z firmy CALIPSO FITNESS CLUB.-Nic nie zdziałamy będąc zmęczonymi.
            -Słucham?-Nik przerwał rozmyślania nad rozmową z Cathriną.-A tak,tak. Przepraszam Cię. Wybacz mi. Jestem już zmęczony. Strasznie zmęczony. Nie musisz iść czasem odebrać Riaana z przedszkola?
         -Za trzy godziny.-Uśmiechnęła się ponownie.-A ty co masz taką kwaśną minę?
        -Ja? Nie. Wydaje ci się.
       -Nie prawda. Mnie nigdy nie okłamiesz. Co się dzieje?
       -Po prostu.... Nie ważne. Nie chcę cię w to mieszać.
        -Ale ja tego chcę. Chętnie posłucham i pomogę.
        -Chodzi o to,że obiecałem Cathrinie,że dzisiaj do niej przyjdę i dam jej notatki z wykładów. Zadzwoniłem do niej,że jednak nie mogę przyjść,bo jestem z tobą i ci pomagam. Ona powiedziała,że nie ma sprawy. Ale w jakimś stopniu czuję się winny,że ją oszukałem. Nie wiem czemu. Może powodem tego jest to,że nie poświęcam jej już tak dużo czasu jak kiedyś?
         -Aaa...-Meera się zakłopotała.-Nie odpowiem ci na to pytanie. To jest zbyt skomplikowane jak dla mnie. Przepraszam. Jednak w rekompensacie mogę zaproponować,że pojadę teraz do niej i z nią porozmawiam. Może uda mi się ją przekonać,by nie była na ciebie zła.
          -Mogłabyś to dla mnie zrobić?
          -Haan.
          -Co?
        -Przepraszam. Miałam na myśli tak. 'Haan' oznacza 'tak'.
     Szatyn i jego nowa przyjaciółka wyszli z bibliotecznego budynku. Nik się przeciągnął w świetle słonecznych promieni. Głośno westchnął:
        -Życie jest dziwne. Kiedy mamy go nad to,nie dbamy o nie. Kiedy ono nam ucieka,orientujemy się,że jest za późno na jakiekolwiek zmiany. Źycie jest beznadziejne. Wiesz?
          -Nie mów tak. To nie wina życia,że popełniamy mnóstwo błędów,nie dbamy o nie kiedy trzeba,a gdy ono od nas ucieka to orientujemy się,że jest zbyt późno na naprawianie błędów,które popełniliśmy i będziemy popełniać. Życie nie jest bajką. Życie jest powieścią,którą sami codziennie piszemy dokładając nowych stron,tytułów i rozdziałów. Życie jest światłem,które oświetla nam drogę i pokazuje wiele możliwości. Życie jest też cieniem,którego chociaż raz musimy dotknąć. Życie,życie,życie...jest raz cieniem,a raz słonecznym światłem. Bez niego nic by nie miało sensu. Nawet to co robimy w dobrej wierze.
                            ***"
     Idąc dalej, w promieniach słońca, nie rozmawiali zbyt dużo można by powiedzieć, że prawie w ogóle. Czuli między sobą jakieś dziwne skrępowanie, Meera cały czas się zastanawiała dlaczego tak jest. Może dlatego, że jej jedyny najlepszy przyjaciel pokłócił się ze swoją najlepszą przyjaciółką? Ta myśl nie opuszczała jej umysłu nawet na chwilę. Wiedziała już, że bezzwłocznie dzisiaj uda się do Cathriny, by z nią porozmawiać.Dziewczyna nie chciała się wtrącać pomiędzy nimi, ale też nie chciała widzieć swojego przyjaciele ciągle niedostępnego ,w ogóle nie kontaktującego ze światem.
    -Meera, jeśli nie chcesz nie musisz iść do Catheriny. Samm mogę to załatwić- Nik odezwał się jakby pełny niepokoju, że się wycofa i nie zrobi tego co mu obiecała, ale niestety Hinduska już wiedziała co ma zrobić i, że wycofanie się z tego nie jest warte żadnej ceny. Uśmiechnęła się do niego lekko by podnieść go na duchu i upewnić w swoich czynach.
    -Nik naprawdę nie chcę ,by pomiędzy wami coś źle się działo. A i tak oboje wiemy, że jeśli ja tego nie załatwię to ty tym bardziej.-Odpowiedziała ,a chłopak cały czas patrzył się na nią ale w końcu odpuścił i się uśmiechnął podchodząc do niej i ją przytulając.
     -Dziękuje i powodzenia. A teraz muszę lecieć do domu. Do jutra- oznajmił i ruszył w swoją stronę, machając jej ręką na pożegnanie.
      Kiedy nie miała chłopaka w zasięgu wzroku, odwróciła się na pięcie i zaczęła iść w kierunku domu Cath. Dziesięć minut później z torbą na ramieniu, stała na werandzie przed drzwiami. Podniosła dłoń zgiętą w pięść, zastukała do drzwi 4 razy i czekała aż dziewczyna pojawi się przed nią. Kilkanaście sekund później, koleżanka stała przed Hinduską ubrana w białe szorty i luźną, sportową bluzkę w kolorze nieba. Meera uśmiechnęła się do niej ale ona tego nie odwzajemniła ,za to patrząc na nią złowrogo wyszła na werandę i zamknęła za sobą drzwi.
    -Cześć, ymm Cath ja naprawdę cię przepraszam ,ale nie wiedziałam, że Nik aż tak zaniedbuję waszą przyjaźń...-Nie wiedziała jak ma zacząć, czuła się niezręcznie, ale musi to załatwić i koniec kropka- Nie chcę się wtrącać w to co się dziej pomiędzy wami, ale też nie mogę tak po prostu zostawić waszej dzisiejszej kłotni jeśli można tak to nazwać. Przyszłam tutaj przeprosić cię od siebie jak i w imieniu Nik’a.- Gdy skończyła mówić Catherina nawet na nią nie spojrzała ,cały czas stała odwrócona do niej tyłem, ale Meera wiedziała, że jest na nich zła, mogła to wyczuć na kilometr albo i więcej.
    - Biedna mała Meera, która przyjechała z Indii nie wiedząc co się nawet z nią dzieje. Nik taki dobroduszny zapragnął cię wspomóc od razu. Gdy tylko na ciebie popatrzył jego oczy zaświeciły w taki sposób w jaki nigdy nie świeciły dla mnie. Sprawiłaś, że nasza przyjaźń zaczynała się od początku zawalać jak jakiś stary budynek. Na początku nie przejmowałam się tym za bardzo, nawet Ci powiem, że nie dopuszczałam do siebie takiej wiadomości jak ta iż on woli ciebie bardziej ode mnie. Lecz w końcu ujrzałam to wszystko, ujrzałam to, że zawsze byłam tylko jego zabawką do której mógł przyjść, pocieszyć się, wypłakać i odejść. A ja głupia myślałam, że on może czuć coś do mnie.- Skończyła swoje krótkie przemówienie a z jej oczu spłynęło kilka łez, ukazując jak naprawdę ją to wszystko zraniło.
   Meera czuła się teraz beznadziejnie, zniszczyła ich przyjaźń nawet tego nie wiedząc, zniszczyła uczucia dziewczyny, którą uważała za przyjaciółkę. Popatrzyła się na Cath z przepraszającą miną ale ona była tak wściekła, że robiła się czerwona.
      - Catherino ja naprawdę nie wiedziałam...
    -Nie wiedziałaś?! Nawet głupi by to zauważył. Zniszczyłaś wszystko, rozumiesz? Każdy dzień jaki z nim spędziłam był najlepszym dniem mojego życia. Teraz pogorszyłaś wszystko jeszcze bardziej.
    -Błagam nie mów tak..
   -Jak?! Czy ty do cholery siebie słyszysz! Zniszczyłaś mnie, jego i naszą przyjaźń i masz jeszcze czelność tutaj przychodzić?!-Cały czas krzyczała ,a Hinduska coraz to bardziej kuliła się w sobie ze strachu nie wiedząc co ma robić. Nie mogła już nic zrobić, pragnęła teraz tylko zniknąć i nie wracać.
   -Ja chciałam tylko przeprosić..
    -Nic mnie nie obchodzą twoje przeprosiny! Ja go kochałam! A teraz wynoś się stąd i nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy!
   Ostatnie słowa Cathriny zraniły dziewczynę najbardziej. Po jej policzkach zaczęły lecieć łzy i nie mogła ich opanować, spojrzała się na swoją już byłą przyjaciółkę ostatni raz i zbiegła z werandy nawet nie patrząc się gdzie biegnie. Po prostu ruszała nogami ,by uciec jak najdalej i skryć się w kącie i z niego nie wychodzić. Chociaż nie pogardziłaby teraz jakimś tanim pistoletem, którym by sobie strzeliła w serce, by nie czuć już tego tak ogromnego bólu. By nic nieczuć i nic i nikogo nie niszczyć.
                             ***
       Kolejny samotny wieczór Hinduski,w którym mogła się wypłakać w fioletowo-zieloną poduszkę i wyżalić się czystym białym kartkom papieru. Po uspaniu synka Meera przykryła się pierzastą kołdrą w tych samych kolorach co poduszka i wyjęła swój notes,można by rzec pamiętnik,w którym wypisywała to co ją smuci. Ciemnogranatowe pióro jak zwykle gładko błądziło po kartkach papieru:
         ,,Niby życie jest raz cieniem,a raz słonecznym światłem i każdego jego aspektu musisz dotknąć choć raz. Dotknęłam ich aż za wiele razy. Nie przeszkadzało mi to. Więc czemu teraz czuję się winna i bezsilna? Nie którzy powiedzieliby,że to nie moja wina,że Nik zaczął zaniedbywać ich przyjaźń. Ale jak tu nie czuć się winnym,gdy jest w to się zamieszanym i to przez swoją osobę zepsuło się łączącą ich więźń? Pytanie bez dna.
      Mam ochotę uciec. Ponownie. Jednak nie mogę. Mam studia,a mój synek chodzi do przedszkola. Nie mogę zaniedbać jego rozwoju,ani swojego. To mija się teraz z moim celem. Przecież po to wyjechałam z Indii. Aby uciec od tego czego doświadczyłam i by zacząć nowe życie. Więc jak mogłabym uciec z miasta,kraju,który dał mi i Riaan'owi nowy początek? Jedyne co mogę zrobić to ograniczyć kontakty z Nik'iem i nic po za tym. To tyle. Kropka.
       Już jutro zaczyna się przerwa świąteczna. Będę świadkiem świętowania narodzin Jezusa Chrystusa,a na następny dzień,aż do nowego roku wyjadę po za teren Nowego Jorku. Może do innego miasta w Ameryce,albo Meksyku-zawsze chciałam tam pojechać. Może udałoby mi się spotkać któregoś z moich ulubionych aktorów i aktorek z latinowood,królestwa telenowel. Ostatnią propozycją na świąteczny wyjazd,która przeszła mi przez myśl były to Indie. Z chęcią bym odwiedziła swój kraj. Nie pojechałabym do rodzinnej wioski,ale do Mumbaju (kiedyś Bombaj),albo Kalkuty-tam nigdy nie byłam,a zawsze chciałam pojechać. Te dwa miasta nic mi nie zawiniły. Cały kraj mi nic nie zawinił,nawet moja wioska,więc czego się tu obawiać?"

-Przepraszam za tak dużo opóźnienie (od ostatniego rozdziału minął miesiąc i jeden dzień!),ale wiecie jak to jest,gdy jest rok sszkolny. Jednak cieszę się,że udało mi się dokończyć ten rozdział,bo powiem wam szczerze,że nie miałam za bardzo jak go dokończyć,gdyby nie Weronika,która wspomogła mnie w pisaniu rozdziału (napisała między innymi kłótnię Cath i Meery oraz tą z telefonem Nik'a do Cath,że nie może przyjść). Jestem jej za to wdzięczna...bez niej by było jeszcze większe opóźnienie. Mam nadzieję,że więcej takowych nie będzie. By was już nie zanudzać dodam tylko ostatnią rzecz: cytat w tytule rozdziału został przetłumaczony na PL z tytułowej piosenki filmu ,,Gdyby jutra nie było"(Kal Ho Naa Ho). Gdybyście chcieli posłuchać to zapraszam: Kal Ho Naa Ho Theme Song lub jeśli macie zły dzień to smutną wersję tego utworu Kal Ho Naa Ho Sad. Miłego czytania :) Pozdrawiam.